Trochę czasu minęło, wszystkie egzaminy sesji zimowej już za mną, więc powracam do pisania.
Mój blog poświęcony jest pielgrzymce, którą zamierzam odbyć we wrześniu do Santiago de Compostela w Hiszpanii.
Dlaczego akurat tam? W tym niewielkim mieście w Galicji znajduje się grób, gdzie pochowano szczątki św. Jakuba, apostoła. Według tradycji ciało świętego przeniesiono do Hiszpanii w VII w. po opanowaniu Palestyny przez Arabów. Złożono je w katedrze pod wezwaniem samego św. Jakuba i już od IX w. stało się to miejsce licznych pielgrzymek. Historii szlaku i samej idei pielgrzymowania poświęcę jednak osobny post.
Camino - z hiszpańskiego droga - to trasa, która wiedzie właśnie do Santiago de Compostela. Miasto to jest jednym z trzech głównych celów pielgrzymich w średniowiecznej Europie, obok Jerozolimy i Rzymu. Tradycyjnie pielgrzymi wyruszali z progu własnego domu i nierzadko wędrowali bez grosza licząc na jałmużnę w mijanych miejscowościach. Szlaki wiodą z każdego zakątka Europy i większość z nich zbiega się we francuskich Pirenejach, by poprowadzić pielgrzyma trasą zwaną Camino Frances przez północną Hiszpanię do grobu świętego.
Nieodłącznym atrybutem pielgrzyma jest charakterystyczna muszla, którą zawiesza się na piersi, bądź plecaku. Wielu ludzi wędruje również z tradycyjnymi kosturami, jak to było w zwyczaju od kilkuset lat. Oprócz muszli, równie istotnym znakiem jest krzyż św. Jakuba, który przypomina bardziej odwrócony miecz, a był też symbolem Zakonu Santiago w średniowiecznej Hiszpanii.
Co ciekawe, sama nazwa pielgrzym brzmi bardzo podobnie do słowa peregrino, co jest określeniem właśnie osoby udającej się w pielgrzymkę do grobu św. Jakuba. Pielgrzymi idący do Rzymu zwani byli romero, a do Jerozolimy palmero.
Na trasie francuskiej, którą zamierzam iść znajduje się wiele domów pielgrzymich, zwanych albergue, gdzie w przystępnej cenie, często co łaska(donativo), można przenocować, umyć się, a nawet zjeść kolację, czy śniadanie. Po drodze mija się wiele tradycyjnych miejscowości z całą masą zabytków z czasów rzymskich, a także: kościołów, pałaców, klasztorów i innych równie urokliwych budowli. Z ważniejszych mijanych miast na pewno warto wymienić Pampelunę, Burgos, czy León. Ponadto teren jest bardzo urozmaicony, od malowniczych Pirenejów, które witają nas na początku trasy, przez wzgórza, doliny i płaskowyże środkowej Hiszpanii, po góry Galicji u końca podróży.
Dla mnie, miłośnika hiszpańskiej kultury, będzie to na pewno niesamowite doświadczenie. Bo czyż można lepiej poznać jakiś kraj, niż przemierzając go na piechotę?
Misja Camino
środa, 6 lutego 2013
niedziela, 13 stycznia 2013
A myśli krążą wokół szlaku...
Już sam nie wiem, czy wewnętrzna chęć przebywania na szlaku już, zaraz, teraz, choćby myślami, wynika z alternatywy, jaką jest nauka przed wtorkowym egzaminem, czy budzi się we mnie prawdziwy pielgrzym? Czytam relacje, przeglądam zdjęcia i filmiki i coraz bardziej tęsknię za miejscami, których na żywo nigdy nie widziałem.
Kiedyś gdzieś przeczytałem, że wędrowanie wzbudza w człowieku pierwotne poczucie wolności. Coś w tym musi być, bo na szlaku polegasz przede wszystkim na sobie. Każdy krok człowieka to oddzielna decyzja. Mijane miasta i mijani ludzie. Samemu narzuca się sobie tempo, samemu decyduje kiedy powiedzieć "na dzisiaj dość". Ludzie są sobie bardziej życzliwi, ufni i pomocni. Wspólna droga łączy i buduje więź. Tu nikt z nikim nie konkuruje (chyba, że o miejsce w schronisku, ale o tym będzie osobna notka).
Wiem jak dużo czasu jeszcze zostało, ale wiem też, że wiele trzeba jeszcze zrobić, zanim zarzuci się plecak na ramiona. Im lepiej się przygotuję, tym łatwiej będzie mi na szlaku i tym więcej radości będę mógł czerpać z wędrowania.
Co prawda uczę się hiszpańskiego z przerwami od pięciu lat, jednak wciąż nie rozmawiam na tyle swobodnie, jak bym sobie tego życzył. Więc pierwszym celem i najtrudniejszym chyba będzie zintensyfikowanie nauki. Codziennie kilka słówek, jakiś artykuł z internetu, filmik na youtube, byle robić postęp, iść do przodu, tak jak to wygląda na Camino.
Nie jestem człowiekiem, któremu samodyscyplina i systematyczność przychodzi łatwo. Obawiam się więc, że zadania, które będą ode mnie wymagały tych dwóch cech, mogą okazać się trudniejsze niż podróż sama w sobie. Entuzjazm, który wzbudza we mnie myśl o Camino, musi więc zostać przekuty na siłę do doskonalenia się w nauce języka.
Od wiosny, myślę, że okolic maja, zacznę też przygotowanie kondycyjne. Nie mogę pozwolić, by cokolwiek stanęło mi na drodze. Trzymajcie kciuki, wierzę, że się uda.
Buen Camino!
Kiedyś gdzieś przeczytałem, że wędrowanie wzbudza w człowieku pierwotne poczucie wolności. Coś w tym musi być, bo na szlaku polegasz przede wszystkim na sobie. Każdy krok człowieka to oddzielna decyzja. Mijane miasta i mijani ludzie. Samemu narzuca się sobie tempo, samemu decyduje kiedy powiedzieć "na dzisiaj dość". Ludzie są sobie bardziej życzliwi, ufni i pomocni. Wspólna droga łączy i buduje więź. Tu nikt z nikim nie konkuruje (chyba, że o miejsce w schronisku, ale o tym będzie osobna notka).
Wiem jak dużo czasu jeszcze zostało, ale wiem też, że wiele trzeba jeszcze zrobić, zanim zarzuci się plecak na ramiona. Im lepiej się przygotuję, tym łatwiej będzie mi na szlaku i tym więcej radości będę mógł czerpać z wędrowania.
Co prawda uczę się hiszpańskiego z przerwami od pięciu lat, jednak wciąż nie rozmawiam na tyle swobodnie, jak bym sobie tego życzył. Więc pierwszym celem i najtrudniejszym chyba będzie zintensyfikowanie nauki. Codziennie kilka słówek, jakiś artykuł z internetu, filmik na youtube, byle robić postęp, iść do przodu, tak jak to wygląda na Camino.
Nie jestem człowiekiem, któremu samodyscyplina i systematyczność przychodzi łatwo. Obawiam się więc, że zadania, które będą ode mnie wymagały tych dwóch cech, mogą okazać się trudniejsze niż podróż sama w sobie. Entuzjazm, który wzbudza we mnie myśl o Camino, musi więc zostać przekuty na siłę do doskonalenia się w nauce języka.
Od wiosny, myślę, że okolic maja, zacznę też przygotowanie kondycyjne. Nie mogę pozwolić, by cokolwiek stanęło mi na drodze. Trzymajcie kciuki, wierzę, że się uda.
Buen Camino!
sobota, 12 stycznia 2013
Wstępniak
Na wstępie chciałbym powitać wszystkich, którzy, być może przypadkiem, być może nie do końca przez przypadek, zawitali na ten adres.
Do pisania bloga przymierzałem się już niejednokrotnie i zazwyczaj właśnie, tak jak i dziś, w przededniu zimowej sesji. Poprzednie próby pisania cyfrowego pamiętnika zostały dość szybko zarzucone, lecz mam nadzieję, że tym razem uda mi się stworzyć coś bardziej złożonego. Mój nowy projekt zaczyna się w tym miejscu, a zostanie ukończony w okolicach października podsumowaniem tego, co udało mi się przez te kilka miesięcy dokonać.
Chciałbym po pierwsze wytłumaczyć, skąd wzięła się nazwa blogu. Zapewne nie każdy wie czym jest tytułowe Camino. Jest to popularna nazwa określająca jeden z najstarszych szlaków pielgrzymich w Europie, Camino de Santiago, który prowadzi z różnych zakątków Europy do Santiago de Compostela, miejscowości w hiszpańskiej Galicji u wybrzeży Atlantyku, gdzie znajduje się grób Jakuba Apostoła. Tradycyjnie pielgrzymi zaczynają jednak, najczęściej pieszą lub rowerową, podróż, nie spod swojego domu, a z miejscowości w Hiszpanii lub Portugalii, gdyż szlaki, docierając z kontynentu na półwysep Iberyjski, przecinają go w różnych miejscach. Samym szlakom poświęcę jednak zapewne jeszcze nie jedną notę na blogu.
Dla mnie Misja Camino zaczęła się wraz z momentem, gdy pierwszy raz usłyszałem o idei pielgrzymowania pieszo przez Hiszpanię do grobu św. Jakuba. Było to około roku 2008, gdy byłem jeszcze w liceum. Dotąd jednak to marzenie pozostaje dla mnie w sferze planów, które na szczęście nabierają coraz bardziej realnych kształtów. Jako, że najbliższe wakacje będą dla mnie ostatnimi przed ukończeniem studiów i rozpoczęciem pracy, to będzie też ostatni, tak dogodny, moment, by w końcu zrealizować to marzenie, które od tak dawna siedzi w mojej głowie. Chcę ruszyć na szlak, z francuskich Pirenejów, miejscowości zwanej Saint Jean Pied de Port, przez całą północną Hiszpanię, aż do Santiago de Compostela. Odbyć trasę około 800km nie korzystając z innych środków transportu niż własne nogi. Wcześniej dotrzeć tam korzystając z uprzejmości mijających mnie kierowców, czyli stopem. Dla mnie to pierwsze takie przedsięwzięcie, mam nadzieję, że nie okaże się ostatnim.
Na tym blogu zamierzam dzielić się wrażeniami z przygotowań (chcę wyruszyć w okolicach 20 sierpnia, więc pozostaje mi ok. 263 dni), a także tworząc zapiski niczym w notatniku nadawać kształtów nadchodzącej wyprawie.
Mam nadzieję, że będzie to dla was ciekawa lektura i gdy już tu zawitaliście, będziecie mi towarzyszyć poprzez ten blog zarówno w przygotowaniach, jak i późniejszym pielgrzymowaniu.
A więc ruszajmy, Buen Camino!
Do pisania bloga przymierzałem się już niejednokrotnie i zazwyczaj właśnie, tak jak i dziś, w przededniu zimowej sesji. Poprzednie próby pisania cyfrowego pamiętnika zostały dość szybko zarzucone, lecz mam nadzieję, że tym razem uda mi się stworzyć coś bardziej złożonego. Mój nowy projekt zaczyna się w tym miejscu, a zostanie ukończony w okolicach października podsumowaniem tego, co udało mi się przez te kilka miesięcy dokonać.
Chciałbym po pierwsze wytłumaczyć, skąd wzięła się nazwa blogu. Zapewne nie każdy wie czym jest tytułowe Camino. Jest to popularna nazwa określająca jeden z najstarszych szlaków pielgrzymich w Europie, Camino de Santiago, który prowadzi z różnych zakątków Europy do Santiago de Compostela, miejscowości w hiszpańskiej Galicji u wybrzeży Atlantyku, gdzie znajduje się grób Jakuba Apostoła. Tradycyjnie pielgrzymi zaczynają jednak, najczęściej pieszą lub rowerową, podróż, nie spod swojego domu, a z miejscowości w Hiszpanii lub Portugalii, gdyż szlaki, docierając z kontynentu na półwysep Iberyjski, przecinają go w różnych miejscach. Samym szlakom poświęcę jednak zapewne jeszcze nie jedną notę na blogu.
Dla mnie Misja Camino zaczęła się wraz z momentem, gdy pierwszy raz usłyszałem o idei pielgrzymowania pieszo przez Hiszpanię do grobu św. Jakuba. Było to około roku 2008, gdy byłem jeszcze w liceum. Dotąd jednak to marzenie pozostaje dla mnie w sferze planów, które na szczęście nabierają coraz bardziej realnych kształtów. Jako, że najbliższe wakacje będą dla mnie ostatnimi przed ukończeniem studiów i rozpoczęciem pracy, to będzie też ostatni, tak dogodny, moment, by w końcu zrealizować to marzenie, które od tak dawna siedzi w mojej głowie. Chcę ruszyć na szlak, z francuskich Pirenejów, miejscowości zwanej Saint Jean Pied de Port, przez całą północną Hiszpanię, aż do Santiago de Compostela. Odbyć trasę około 800km nie korzystając z innych środków transportu niż własne nogi. Wcześniej dotrzeć tam korzystając z uprzejmości mijających mnie kierowców, czyli stopem. Dla mnie to pierwsze takie przedsięwzięcie, mam nadzieję, że nie okaże się ostatnim.
Na tym blogu zamierzam dzielić się wrażeniami z przygotowań (chcę wyruszyć w okolicach 20 sierpnia, więc pozostaje mi ok. 263 dni), a także tworząc zapiski niczym w notatniku nadawać kształtów nadchodzącej wyprawie.
Mam nadzieję, że będzie to dla was ciekawa lektura i gdy już tu zawitaliście, będziecie mi towarzyszyć poprzez ten blog zarówno w przygotowaniach, jak i późniejszym pielgrzymowaniu.
A więc ruszajmy, Buen Camino!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)