Na wstępie chciałbym powitać wszystkich, którzy, być może przypadkiem, być może nie do końca przez przypadek, zawitali na ten adres.
Do pisania bloga przymierzałem się już niejednokrotnie i zazwyczaj właśnie, tak jak i dziś, w przededniu zimowej sesji. Poprzednie próby pisania cyfrowego pamiętnika zostały dość szybko zarzucone, lecz mam nadzieję, że tym razem uda mi się stworzyć coś bardziej złożonego. Mój nowy projekt zaczyna się w tym miejscu, a zostanie ukończony w okolicach października podsumowaniem tego, co udało mi się przez te kilka miesięcy dokonać.
Chciałbym po pierwsze wytłumaczyć, skąd wzięła się nazwa blogu. Zapewne nie każdy wie czym jest tytułowe Camino. Jest to popularna nazwa określająca jeden z najstarszych szlaków pielgrzymich w Europie, Camino de Santiago, który prowadzi z różnych zakątków Europy do Santiago de Compostela, miejscowości w hiszpańskiej Galicji u wybrzeży Atlantyku, gdzie znajduje się grób Jakuba Apostoła. Tradycyjnie pielgrzymi zaczynają jednak, najczęściej pieszą lub rowerową, podróż, nie spod swojego domu, a z miejscowości w Hiszpanii lub Portugalii, gdyż szlaki, docierając z kontynentu na półwysep Iberyjski, przecinają go w różnych miejscach. Samym szlakom poświęcę jednak zapewne jeszcze nie jedną notę na blogu.
Dla mnie Misja Camino zaczęła się wraz z momentem, gdy pierwszy raz usłyszałem o idei pielgrzymowania pieszo przez Hiszpanię do grobu św. Jakuba. Było to około roku 2008, gdy byłem jeszcze w liceum. Dotąd jednak to marzenie pozostaje dla mnie w sferze planów, które na szczęście nabierają coraz bardziej realnych kształtów. Jako, że najbliższe wakacje będą dla mnie ostatnimi przed ukończeniem studiów i rozpoczęciem pracy, to będzie też ostatni, tak dogodny, moment, by w końcu zrealizować to marzenie, które od tak dawna siedzi w mojej głowie. Chcę ruszyć na szlak, z francuskich Pirenejów, miejscowości zwanej Saint Jean Pied de Port, przez całą północną Hiszpanię, aż do Santiago de Compostela. Odbyć trasę około 800km nie korzystając z innych środków transportu niż własne nogi. Wcześniej dotrzeć tam korzystając z uprzejmości mijających mnie kierowców, czyli stopem. Dla mnie to pierwsze takie przedsięwzięcie, mam nadzieję, że nie okaże się ostatnim.
Na tym blogu zamierzam dzielić się wrażeniami z przygotowań (chcę wyruszyć w okolicach 20 sierpnia, więc pozostaje mi ok. 263 dni), a także tworząc zapiski niczym w notatniku nadawać kształtów nadchodzącej wyprawie.
Mam nadzieję, że będzie to dla was ciekawa lektura i gdy już tu zawitaliście, będziecie mi towarzyszyć poprzez ten blog zarówno w przygotowaniach, jak i późniejszym pielgrzymowaniu.
A więc ruszajmy, Buen Camino!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz